Proces zdobywania zaufania dzikiej kapucynki

Luigi, kapucynka czarno-biała, trafił do Jaguar Rescue Center niespełna dwa miesiące przed moim przyjazdem. Biedaczek został zaatakowany i poturbowany przez inne małpy. Miał połamane kości i musiał przejść operację. Na szczęście wszystko się udało i małpiszon jest cały i zdrowy. Odzyskał też zaufanie do innych przedstawicieli swojego gatunku. Kolejnym krokiem było zdobycie jego zaufania przez wolontariuszy. Chodziło o to, aby Luigi pozwolił łapać się za ogon, tak aby z innymi małpami mógł chodzić do lasu, a pewnego dnia zostać wypuszczony na wolność. Dla przypomnienia wolontariusze codziennie na barkach, biodrach i głowach zabierają małpy do lasu, by te z jednej strony mogłyby swobodnie się bawić, ale co ważniejsze, by przystosować je do przyszłego życia na wolności.

Luigi był dziki. Niemal do nikogo się nie zbliżał, nie mówiąc już o potrzymaniu go. Podczas naszego pierwszego spotkania, na ogół trzymał się na odległość. Małymi kroczkami zdobywałam jego zaufanie. Pewnego dnia miałam dyżur opiekowania się nim i Mowglim (osieroconym wyjcem). Wówczas Mowgli był jeszcze kompletnie dziki i wspinałam się na palce, jednocześnie wyciągając do góry rękę, w której trzymałam banana. To był jedyny sposób, żeby Mowgli cokolwiek zjadł. Tymczasem Luigi biegając po klatce czasem wskoczył dosłownie na sekundę na moje kolana albo dał mi łapeczki do potrzymania, ale też zaledwie na chwilkę. Potem siadł koło miseczki. Podałam mu kawałeczek arbuza, a on otworzył buziaka, żebym mu włożyła do niego owoc. Następnego dnia opiekowałam się Mowglim, a Luigi był w klatce obok, jak zobaczył, że karmię wyjca bananem, podszedł do siatki i otwierał buziaka, żebym jemu też dała kawałek.

Szybko zorientowałam się, że kiedy mam banana, Luigi do mnie przychodzi. Siadał mi na kolana i otwierał buziaka, żebym mu podawała owoc. Z czasem coraz częściej siadał mi na kolanach i zostawał na nich coraz dłużej. Już nie potrzebowałam bananów, żeby do mnie podszedł. Mogłam też podchodzić do niego i trzymać go za łapeczki. Czasem skakał po mnie. Kiedy wyciągnęłam rękę często po niej schodził do mnie na kolana. Mogłam go już głaskać, ale ogon nadal zostawał niedostępny. Pierwszy raz udało mi się go złapać za ogon, kiedy dawałam mu mleczko z butelki. Niestety tylko raz miałam okazję w ten sposób go karmić, ale zrobiliśmy milowy krok, bowiem przy następnej wizycie Luigi wskoczył mi na kolana, a ja go głaskałam i głaskałam, potem delikatnie złapałam za ogon i przez dłuższą chwilę go trzymałam. Luigi, gdy się zorientował co zrobiłam wziął łapką moją rękę i „odstawił”, po czym dalej u mnie siedział. Innym razem, gdy udało mi się go złapać za ogon, zaczął sikać na mnie. Byłam niezwykle zadowolona i dumna z siebie, bowiem nikomu wcześniej się to nie udało.

Jednak wraz ze wzrastającym zaufaniem Luigiego do mnie, musiałam być coraz bardziej uważna, bo jak na kapucynkę przystało Luigi zaczął przeszukiwać moje kieszenie i interesować się moją nerką. Muszę ją zacząć zostawiać poza klatką, bo nie chciałabym , żeby ją otworzył, a ostatnio już próbował. Na szczęście udało mi się czymś odwrócić jego uwagę.

Mam nadzieję, że komuś innemu także uda się zdobyć zaufanie Luigiego i już niedługo będzie chodził z innymi kapucynkami do lasu, a pewnego dnia trafi z powrotem na wolność, gdzie jego miejsce.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.