Słodki diabełek Orion

W Cheetah Experience mamy pięciomiesięcznego lamparta Oriona, który wygląda jak aniołek, a zachowuje się jak diabeł. Czasami potrafi być jednak także słodki i milusi, dlatego nazywam go „słodkim diabełkiem”.

Codziennie mamy rozpisane na dyżury niańczenie Oriona, a o 11 któryś z wolontariuszy wyprowadza go na spacer. Chodzi o to, żeby go oswoić, bo to uczyni jego życie łatwiejszym w ośrodku, jak np. trzeba będzie mu zrobić zastrzyk. Póki co Orion średnio dał się oswoić. Czasami potrafi być kochany jak aniołek, przymila się i daje buziaczki, ale na ogół trwa to króciutko, po czym wstępuję w niego diabeł. Orion lubi się ze mną bawić. Mam to szczęście, że w stosunku do mnie jest delikatny. Najpierw mnie liże np. po ręce, a potem próbuje mnie podgryzać, ale delikatnie. Pazurów na ogół nie wyciąga. Ale nie raz widziałam jak kogoś mocno ugryzł. Kiedy zaczyna gryźć mamy go pacnąć w nos, jeśli nie zadziała powtórzyć, jeśli dalej się nie poprawi wyjść z klatki. W przypadku wyciągania pazurów, trzeba go klepnąć w łapkę, podobnie jak w przypadku gryzienia, jak dwa upomnienia nic nie dadzą, wychodzimy.

O 11 miałam go wyprowadzić na spacerek. Najpierw trzeba go wynieść z klatki, ze względu na gepardy (jego klatka mieści się bowiem po stronie gepardów), a potem można spacerować na trawce przed Lapą (naszym „barem”), albo w sali telewizyjnej. Orion uwielbia chodzić po krzesłach. Zanim wyprowadziłam Oriona na spacer mieliśmy jak co rano sprzątanie klatek.

W wolnej chwili poszłam w odwiedziny do wilków. Nikita już do mnie biegła ledwo weszłam za bramę tej części ośrodka. Jak otworzyłam ich zagrodę, obie od razu do mnie przybiegły merdając ogonami i mnie polizały. Wpadłam na genialny pomysł, żeby postawić aparat na drewnianym stopniu, to mi się nagra jak z nimi si bawię. No niestety tym razem się nie udałoL. Potem doszła do mnie Ina i jedna z opiekunek, która przyniosła im masło orzechowe. Oj jak się obie cieszyły. Nikita nawet próbowała podjadać wprost ze słoiczka.

Potem poszłam na codzienną dawkę pieszczot do moich kochanych karakali. Jack był dzisiaj największym milasiem. On jest taki fajny, jak ociera się główką – daje mi ją do pocałowania, to tak zastyga na chwilę. Jak dostanie buziaczka ociera się dalej. Max też mnie nie zawiódł i przyszedł się poprzytulać.

Między 10-12 mieliśmy aktywności grupowe, dzisiaj było to sprzątanie klatek dzikich gepardów, które położone są na tyłach ośrodka i pielenie. Ja mogłam być do 11, bo miałam spacer z Orionem, o którym pisałam na początku. Kiedy odprowadziłam go do klatki przyszła Laura z Jadenem. W ramach akcji „urozmaicenie życia” zwierząt przynieśli lusterko. Orion na początku uciekł i obawialiśmy się, że tyle było z zabawy, ale za chwilkę nieśmiało podszedł. Najpierw obwąchał ramy lusterka, potem zaczął wąchać samo lustro i dotykać łapką, potem zrobił groźną minę, a na koniec całował lustro i zaczepiał łapeczką.

Później, ponieważ miałam być cieniem, musiałam pójść do sklepu. Pojawili się klienci i pierwszy raz w życiu, musiałam przyjąć płatność kartą kredytową. Udało się. Muszę przyznać, że trochę się stresowałam, bo nigdy wcześniej tego nie robiłam.

Niestety zabawa z lampartami została odwołana, a  tak się cieszyłam. Nie mogę się doczekać na spacer z Zorro albo zabawę z nim.

W domu mamy taką super kocice Tickle, która ma w zwyczaju przychodzić z rana do mnie do łóżka i liże mnie w ucho. Nie wiem kto ją tego nauczył, ale to mało fajne, a  ona jest taka natrętna. Ogólnie ją uwielbiam i jak tylko wracam z ośrodka, pieszczę ją, a potem karmie. Najchętniej zabrałabym ją ze sobą do domu.

Patronem medialnym projektu jest  National Geographic Traveler. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.