Spacer do wolności

Encar Garcia, założycielka Jaguar Rescue Center wierzy, że przy odrobinie pracy każde zwierzę można przyuczyć do życia na wolności i wypuścić.

Jeszcze nigdy nie byłam w ośrodku takim jak Jaguar Rescue Center. Tutaj nie tylko opiekowaliśmy się sierotkami, chorymi czy rannymi zwierzakami; tutaj każdego dnia pracowaliśmy nad tym, żeby zwierzę wróciło na wolność. Fakt, najpierw trzeba je oswoić. Jest to ważne, bowiem, kiedy małpy są wystarczająco duże, zabiera się je do lasu. Wolontariusze niosą je na ramionach, głowie, czy biodrach, trzymając za ogon, czyli najsilniejszą część ich ciała. Robią to dla bezpieczeństwa małp oraz otoczenia. Dlatego małpy muszą na to pozwolić. Nie każdy może pójść z małpami do lasu, z kapucynkami i czepiakami chodzą tylko mężczyźni, bo te pierwsze gryzą kobiety. Jak mi wytłumaczył biolog z ośrodka płeć żeńska w hierarchii kapucynek jest niżej od płci męskiej. Stąd kobiety są niżej w hierarchii od samców kapucynek, a mężczyźni są na samej górze hierarchii.

Kobiety zaś mogły pójść do lasu z wyjcami. Nie mogłam się doczekać swojej wyprawy do lasu. Trochę się stresowałam. Pierwszy raz miałam pójść po południu z takim chłopakiem. Rano inni wolontariusze zabrali 5 dorosłych małp, my mieliśmy wziąć „nastolatki” Pipe i Flyera, dołączyć z nimi do reszty małp i zmienić wolontariuszy z porannej zmiany.

Byłam taka podekscytowana, że już o 11.30, czyli niemal godzinę przed, byłam gotowa do wyjścia. W ośrodku unikałam psikania się specyfikami od komarów, głównie ze względu na Xai, która notorycznie mnie lizała i małpeczki, które po mnie chodziły, ale przed wyprawą do lasu, wolałam się zabezpieczyć przed ew. komarami. Nie mogłam się już doczekać, dlatego postanowiłam poczekać w klatce razem z małpami. Flyer i Pipe na ogół były w klatce z kapucynką Luigim, więc jak kontem oka dostrzegłam kapucynkę, to nawet jej się nie przyglądałam. Pozostałe małpy, poza maluchami, były w lesie, więc nawet do głowy by mi nie przyszło, że nie był to Luigi. Tymczasem okazało się, że była to Julia, która wróciła sobie wcześniej z lasu. Ponieważ Luigi jeszcze wtedy nie miał do mnie zbyt dużego zaufania, ledwie przychodził do mnie na kolana. Nie musiałam więc martwić się czy nie mam czegoś w kieszeniach. Tymczasem z kapucynkami trzeba być bardzo ostrożnym, bo one wszystko sprawdzają i tak Julia od razu na mnie skoczyła i wyjęła mi z kieszeni chusteczkę higieniczną. Ponieważ kapucynki mają w zwyczaju wszystko drzeć, bić, ale także wkładać do buzi i próbować, a ja nie chciałam, żeby chusteczka skończyła w brzuchu zwierzaka, musiałam szybko wpaść na pomysł, jak jej ją „zabrać”. Oczywiście wyciągnięcie ręki i zabranie nie wchodziło w grę, bo by mnie natychmiast ugryzła. Kątem oka dostrzegłam zabawki i wzięłam pierwszą lepszą z brzegu, podając ją Julii. Ta chwyciła zabawkę, puszczając chusteczkę. Szybko ją zgarnęłam i wyrzuciłam do śmietnika na zewnątrz.

Czekałam na Mela. On wziął Pipe, a ja Flyera. Trochę mnie stresowała ta sytuacja, bo jestem przyzwyczajona, że nie zmuszam zwierząt do niczego. Tymczasem miałam trzymać Flyera za ogon, nawet gdyby miał ochotę np. skoczyć na jakieś drzewo. Małpy znane są zaś z tego, że jak coś im się nie podoba, to gryzą. Mel przez całą drogę opowiadał mi, która małpa może mnie ugryźć i co się ew. może stać, co nie pomagało mi w rozluźnieniu się. Na szczęście Flyer przytulił się łebkiem do mojej twarzy i zaczęłam cieszyć się chwilą. Najpierw wyszliśmy z ośrodka i przez specjalną bramę weszliśmy na polanę, a potem dróżką szliśmy przez las. Nasza miejscówka położona była ok. 1 km od ośrodka. Tam spotkaliśmy chłopaków i pozostałe małpy. Kiedy Flyer i Pipe wskoczyli na drzewa, my siedliśmy na kocyku i obserwowaliśmy bawiące się małpy. Czasami któraś zeszła na dół, żeby się ze mną pobawić/ poprzytulać. Najczęściej był to Santino lub Flyer. Starałam się ich zachęcać, żeby korzystały z wolności. Potem ok. 14 zaczęliśmy zwoływać małpy. Wszystkie ładnie się wysikały i zaczęły na nas wskakiwać. Ja niosłam 4, Mel 3. Większość okręciła ogony wokół mojej szyi i zwisała ze mnie, podduszając mnie nieco. Ale i tak byłam szczęśliwa niosąc cztery małpeczki na sobie i przyczyniając się do tego, że pewnego dnia będą żyły na wolności. To piękne uczucie. Kiedy doszliśmy do ośrodka i już miałam wchodzić do nich do klatki, one jeszcze postanowiły na mnie nasikać. Dobrze, że było ciepło, bo szybko wyschło. A ciuchy jak zwykle, jak tylko wróciłam do domu, poszły do prania.

Każdego dnia wolontariusze zabierają małpy do lasu. Po ok. 3 latach małpa jest gotowa do życia na wolności. Sama wybiera, kiedy miałoby to nastąpić. Najpierw zostaje w lesie na noc, potem na kilka dni, aż pewnego dnia po prostu nie wraca.

Z kapucynkami i czepiakami jest troszkę trudniej, dlatego one zawożone są do rezerwatu La Ceiba i początkowo żyją w otwartej klatce, a później zaczynają żyć na wolności na terenie rezerwatu .

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.