Gdzie ryby się spotykają (Tangalooma)

Dzisiaj zrobiłyśmy sobie wakacje. Pojechałyśmy do raju na ziemi, czyli resortu Tangalooma na wyspie Moreton. To był cudowny, pełen wrażeń dzień.

Żeby się tam dostać potrzebowałyśmy ok. 15-20 minut na dojechanie do portu, a następnie 75 na przypłynięcie do wyspy. Powitały nas pelikany przechadzające się po plaży. Niestety było już po porze karmienia tych ptaków.

Pierwszą atrakcją dzisiejszego dnia było safari tour i sandbording, czyli zjeżdżanie na desce z wielkiej wydmy piaskowej. Na wyspie mieści się bowiem park narodowy z najwyższymi wydmami piaskowymi na świecie.

Na pustynię pojechaliśmy ciężarówką. Wyboista droga prowadziła las. Zza drzew wyłaniało się błękitne niebo. Wjechaliśmy na pustynię. Z boku była góra.  Wyglądała niepozornie, ale była całkiem spora i bardzo stroma.

Dostaliśmy prostokątne deski, z jednej strony gładziutkie, żeby ładnie zjeżdżały; z drugiej szorstkie, żeby ciało się nie ślizgało. Nasz instruktor jeszcze je smarował przed każdym zjazdem. Po szybkim instruktarzu jak należy prawidłowo zjeżdżać, a czego nie należy robić, musieliśmy wdrapać się na piaskową górę. Na szczęście nasz instruktor zrobił  schodki, dzięki czemu wspinaczka nie była taka trudna (póki nieumiejętnie chodzący turyści ich nie popsuli).  Przede mną było kilka osób. Kiedy nadeszła moja kolej musiałam najpierw klęknąć na piachu. Deska leżała przede mną, trzymał ją instruktor. Położyłam się na deskę, łapiąc ją rękoma z przodu, a łokcie unosząc do góry. Także nogi podniosłam lekko do góry. Instruktor zapytał czy jestem gotowa i zanim zdążyłam odpowiedzieć już zjeżdżałam w dół, ale czaaaad!!!.

Za pierwszym razem trochę się bałam, bo instruktor poinformował nas chyba o każdej możliwej kontuzji. Jeśli złapiemy deskę z boku, kamień lub inna przeszkoda na drodze może nam przeciąć palce. Powiedział też, że można sobie złamać kręgosłup i takie tam. Ale jak tylko zaczęłam pędzić w dół strach zniknął. Złapałam bakcyla. Zjeżdżałam i wspinałam się na górkę. Było super. Piach we włosach – trochę żartuje, ale osoby, które miały kieszenie w spodniach, potem wysypywały się z nich tony piasku, a ci, którzy nie podnieśli rąk, mogli się też go najeść.

Po sporcie przyszedł czas na odpoczynek. Poszłyśmy na spacer wzdłuż plaży. W ciągu 2-3 godzin spotkałyśmy tylko parę Japończyków. Plaża była przepiękna. Doszłyśmy do 15 zatopionych wraków statków i zawróciłyśmy, żeby wrócić na czas na karmienie delfinów. Najpierw jednak obserwowałyśmy niesamowity zachód słońca. Bardzo szybki, ale intensywnych kolorach. Całe niebo na chwilę zrobiło się pomarańczowe. Coś wspaniałego.

Potem karmiłyśmy delfiny. Najpierw musiałyśmy umyć obie ręce w wodzie z wiaderka, a  następnie wziąć do ręki rybkę z drugiego wiaderka. Rybę trzyma się za ogon, główką na zewnątrz. Trzeba przykucnąć, żeby móc ją podać delfinkowi. Niestety zabronili nam głaskać delfiny, bo podobno to je denerwuje. Tymczasem mój sam domagał się pieszczot. Raz nawet łepkiem przytulił się do mojej nogi się tak o mnie otarł. Kolejne rybki podawał nam opiekun. Mój delfinek był chyba bardzo głodny (w końcu byłyśmy pierwszymi karmiącymi, he he), bo otwierał mordkę i się niepokoił. Fajny był. Ale całą przyjemność trwała za krótko. W sumie mogłam mu dać 4 rybki i wszystkie musiałam podawać jednocześnie z moją koleżanką, która karmiła drugiego delfina. Najchętniej to wykupiłabym usługę karmienia na wyłączność, żeby trochę się tym wszystkim nacieszyć.

Jak chodzę po ośrodku i karmię kangury, to tak na spokojnie. Mogę je pogłaskać, pobawić się z nimi. Podobnie chciałabym, żeby było z delfinami, które uwielbiam.  Szkoda, że to nie był odpowiedni czas, kiedy można były pływać z delfinami, to byłby dopiero czad. Następnym razem:) Ale przynajmniej były delfiny. One są dzikie i przypływają, ale podobno nie zawsze:)

„Gdzie ryby się spotykają” tak nazywali swoją wyspę Aborygeni.

2 Komentarze

  1. Witam, wybieram sie w przyszlym roku do Queesland i szukajac informacji co warto zobaczyc wpadlam na Twoj blog. Milo tu i duzo informacji.
    Tangalooma – zastanawiam sie na nia. Kocham delfiny. Pytanie brzmi: czy istnieje tam na miejscu wycieczka 1 dniowa zorganizowana przez kogos aby moc uczestniczyc w tych wszystkich ciekawych rzeczach ktore opisujesz, czy to indywidualna wyprawa? Jak to wyglada w praktyce? Prosze o odpowiedz. Pozdrawiam Angelika

    • Hej Anelika, dzięki. spokojnie możesz udać się na jednodniową zorganizowaną wycieczkę na wyspę Tangalooma, albo pojechać tam na dłużej (warto się tam zatrzymać).

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.