Teoria oswajania

Kiedy pochylona myłam chodniczek, Tche wskoczył na mnie, opierając przednie łapki na moich pośladkach. Kiedy ja robiłam kroczek, on stojąc na tylnych łapkach robił kilka kroczków. Wszystko po to, żebym go miziała. Mój „lisku lisku”, jak na niego wołałam, szybko stał się moim najwierniejszym przyjacielem w Criadouro Onca Pintada.

W ośrodku mieszkają dwa lisoszakale: Tche i Miram. Czteroletni Tche trafił do ośrodka, bo jego dotychczasowy właściciel przestał sobie z nim radzić. Dla mnie to bardzo smutne. Prywatne osoby kupują dzikie zwierzęta, bo są takie małe i słodkie. Kiedy dorastają, okazuje się, że nie potrafią sobie z nimi poradzić i biedaki trafiają do ośrodków jak Criadouro Onca Pintada. Myślę, że to dla nich bardzo smutne trafić z ciepłego domku, do zagrody. Tche jest bardzo przyjacielski i za każdym razem kiedy przechodzę koło ich zagrody wołam „lisku lisku” (zaczęłam go tak nazywać, zanim poznałam jego imię i tak zostało). To małe (mierzy do 106 cm i waży do 8 kg) szare zwierzątko ma wydłużoną, piękną mordkę i futrzasty ogon. Tche był grubaskiem, za to Miram, która przyjechała z zoo, żeby biedny Tche nie był sam, była szczuplutka. Miram jest dzika i ciągle podgryza Tche, niedobra jedna.

Któregoś dnia, jak byłam u nich miałam wymyć długi, kamienny chodniczek. Jak tylko weszłam do klatki Tche przybiegł do mnie, żeby się przywitać. Kiedy wzięłam gumowego węża, pochyliłam kolana i zaczęłam zmywać resztki jedzenia i kopy, Tche wskoczył na mnie. Przednie łapki oparł na mojej pupie i domagał się pieszczot, kiedy robiłam mały kroczek, on na tylnych łapkach, przednie cały czas opierając na mojej pupie, podchodził za mną. Musiało to wyglądać komicznie jak w jednej ręce trzymałam gumowego węża i myłam miejsce po miejscu , a drugą głaskałam po szyjce mojego „liska liska”. Przez cały mój pobyt u niego w klatce podążał za mną. Potem jak myłam ich miski zaczepiał mnie łapeczką, żebym się z nim bawiła.  Wystarczyła chwila nieuwagi, chyba mówiłam Natalii, jaki on fajny, a ten porwał zmywaczek i uciekł. Wstrętny lisek. Jak tylko odzyskałam zmywaczek, Tche znowu przyszedł się łasiać do mnie. Mój milaszek kochany.

Potem mieliśmy ciekawą rozmowę z Luciano o oswajaniu dzikich zwierząt. Pewien Polak jeszcze za czasów ZSRR podobno przeprowadził eksperyment na temat oswajania lisa. Z jego badań wynikało, że jeśli zmiesza się łagodnego lisa z łagodnym, a  następnie łagodnego z łagodnym, to jeśli dobrze zapamiętałam jakieś 30-te pokolenie powinno urodzić się genetycznie łagodne. Cały problem w tym, że agresywne osobniki eliminowano:(

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.