Tsitsikamma, czyli miejsce pełne wody

Moja podróż miała przebiegać nieco inaczej, ale w ostatniej chwili musiałam pozmieniać trochę swoje plany. Z Kapsztadu poleciałam do Port Elizabeth, skąd odebrał mnie mój przewodnik. Nasz plan zakładał przejechanie podobno jednej z najpiękniejszych tras w RPA tzw. Garden Route. Wieczorem dojechaliśmy do Tsitsikammy i zatrzymaliśmy się w uroczym pensjonacie Tsitsikamma Guest Lodge, gdzie powitał nas przekochany doberman, z którym po pięciu minutach byliśmy już najlepszymi kumplami.

Park Narodowy Tsitsikamma to trzeci pod względem liczby odwiedzin park narodowy w RPA, jego nazwa wywodzi się języka khoisan i oznacza miejsce pełne wody. Park ma 68 m długości i ciągnie się od Nature’s Valley do Oubosstrand.

Z samego rana wyruszyliśmy do Tsitsikamma Falls Adventures. Moja przygoda miała się zacząć od tzw. Zipline tour, czyli 8 zjazdów, z którego najdłuższy wiedzie 50 m nad rzeką Kruis i wynosi 211 m. Jak napisano w ulotce każdy zjazd oferuje niezwykłe widoki. Zostałam ubrana w niezbędne osprzętowanie, dostałam wodę, którą mogłam włożyć w uchwyt, zrobiono mi fotki w pełnej gotowości i ruszyliśmy w las.

Byłam z dwoma opiekunami. On najpierw tłumaczył mi, co mam robić, potem sam zjeżdżał i czekał na mnie po drugiej stronie. Ona przypinała mnie prawidłowo, mówiła, w którym momencie mam zacząć hamować i czekała, aż przejadę i dołączała do nas. Łapałam hak, miałam go podnieść do góry i jechałam. Kiedy opuszczałam hak hamowałam. Jak hak był podniesiony na maksa, jechałam na maksa. Prościzna. Przepięknie tam było, niektóre trasy były wolniejsze, że mogłam podziwiać widoki, inne szybsze, żebym mogła poszaleć, ale wszystko było bajecznie proste. W parku linowym obok Warszawy, zjeżdżałam na linie bez wspomagania i jak nie dojechałam, musiałam się odwrócić, złapać rękoma linę i wciągnąć po niej na kolejną platformę. To był czad.

Podobno można się zatrzymać pośrodku trasy i podziwiać widoki, ale mnie takiej opcji nie zaoferowano, a szybka jazda sprawiała mi taką przyjemność, że ani nie myślałam o zatrzymywaniu się na środku.

Inną opcją jest The Tsitsikamma Canopy Tour (Stormsriver Adventures), ale podobno Zipline jest lepsze.

Po tych powiedzmy mocnych wrażeniach, ale raczej chyba bym to nazwała fajną zabawą, pojechaliśmy zobaczyć  Big Tree, czyli jedno z wielu wielkich drzew w Afryce.

To jest z gatunku Yellowood i według tablicy informacyjnej ma tysiąc lat i wysokości 36,6 m. Idziemy po drewnianej platformie zobaczyć drzewo. Ciężko je zmieścić na zdjęciu, więc mój przewodnik musi się wycofać, żeby objęć je całe. W międzyczasie przyjeżdża dwoje turystów z przewodnikiem. Odsuwam się, żeby mogli porobić sobie zdjęcia, mimo, że byłam pierwsza, ale oni ani myślą, żeby się ruszyć. Podchodzę do słusznej postury jegomościa i grzecznie zagajam, żeby się nie obraził. Przepraszam, bo wie Pan, ja chciałabym sobie zrobić zdjęcie i w związku z tym miałabym do Pana taką prośbą… i zanim zdążyłam skończyć, on mi odpowiada: – Jasne możesz sobie zrobić ze mną zdjęcie.

Mój przewodnik, który stał nieco dalej, zrozumiał całą scenę i zaczął się zwijać ze śmiechu, a ja próbowałam grzecznie wytłumaczyć, że chodzi o to, że właśnie chciałabym to zdjęcie bez niego.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

3 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.