W drodze do Albanii

Ulcinj, to najbardziej wysunięte na południe miasto w Montenegro. Miejscowość tą wyróżnia orientalny wpływ kultury albańskiej. My tylko ją mijamy w drodze do Albanii. Zatrzymałyśmy się, żeby zrobić zdjęcia. Moją uwagę przykuwają tzw. kalimery, czyli drewniane platformy, na których stoją budki, z których rybacy łowią ryby za pomocą przymocowanych do nich wielkich podrywek. Fajnie to wygląda :)

Dla mnie granica albańsko – czarnogórska przypomina nieco granicę meksykańsko – amerykańską, do Albanii wjeżdża się bez problemu, w drugą stronę jest trudniej. Wracając jesteśmy dokładnie sprawdzani, a nasz kierowca musi dać napiwek straży granicznej, żeby nas puścili.

Pierwszym punktem w Albanii jest zamek Rozafa (w zasadzie jego pozostałości) w mieście Szkodra, które jest jednym z najstarszych w tym kraju. Wiąże się z nim pewna legenda. Trzej bracia zaczęli budować zamek. Jednak to co zrobili w ciągu dnia, zawalało się w ciągu nocy. Pewnej nocy pojawił się starzec, który powiedział, że aby wybudować trwały zamek, trzeba zamurować w fundamentach kobietę (żonę jednego z nich), która rano przyniesie im śniadanie. Dwaj starsi bracia uprzedzili swoje żony. Ze śniadaniem przyszła nieświadoma niczego żona najmłodszego z braci – Rozafa. Kobieta zgodziła się na zamurowanie pod warunkiem, że będzie mogła widzieć prawym okiem, mieć na zewnątrz prawą rękę, pierś i nogę, tak aby mogła nakarmić i pobawić się ze swoim małym synkiem. Jak twierdzi legenda mury twierdzy od mleka karmiącej przybrały biały kolor, a kamienie są podobno wilgotne od jej łez.

Następnie jedziemy do Kruje. Nie wiedzieć czemu, miasto to nazywane jest albańskim Krakowem. Jest tam bardzo ciekawe muzeum etnograficzne, które stanowi przystosowany do zwiedzania dom należący niegdyś do bogatej albańskiej rodziny. Można zobaczyć jak kiedyś mieszkali Albańczycy. Pokoje były podzielone na męskie i żeńskie. Siadało się na podłodze, na takich skórach. W pokoju dla mężczyzn na ścianie były powieszone różne rodzaje broni. Można też było zobaczyć jak wyrabiało się narzędzia, ubrania czy mąkę.

Na koniec przeszłam jeszcze malowniczym targiem, gdzie można było kupić albańskie souveniry, np. takie śmieszne skarpeto-ciapy.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.