Poznaję życie codzienne i zwyczaje mieszkańców Suazi

Zatrzymaliśmy się na środku drogi, a Mandila poinformował nas, że stąd pójdziemy pieszo. Do domu naszej rodziny nie można bowiem dojechać samochodem.

Mandila, nasz przewodnik przywitał nas ubrany w tradycyjny strój Suazi. Potem wyjaśnił mi znaczenie noszonych na szyi koralików -chłopcy i mężczyźni noszą proste, kobiety ozdobne, a po ślubie wymieniają się nimi. Złożona i przymocowana skórą do lewego ramienia chusteczka oznacza, że mężczyzna jest żonaty. Tymczasem zamężne kobiety noszą nakrycia głowy. Kobiety w Suazi do dziś nie noszą spodni.

Dzień zapowiada się interesująco. Jedziemy przez kawałek kraju do rodziny u której się zatrzymamy. W stolicy i okolicach mieszkańcy są bardzo nowocześni, a ja szukam  tradycji, ale tylko autentycznej, czyli na tyle, na ile przetrwała. Nie interesują mnie muzea żywych ludzi. Chcę poznać prawdziwych ludzi i ich współczesny styl życia, troski i radości. Jedziemy malownicza trasą, robiąc po drodze kilka przystanków na zdjęcia. Podczas jazdy uczymy się podstawowych zwrotów w Suazi: Sawubona to dzień dobry, w odpowiedzi mówi się yebo. Unjani – jak się masz, ngiyabonga – dziękuję.

Zatrzymaliśmy się przy najpiękniejszej posiadłości jaką w życiu widziałam. Na porośniętym trawą terenie przed domem, co chwila wystawały kamienie. Coś przepięknego.  Po drodze widzę sporo publicznych kranów, to zasługa rządu, który doprowadził ludziom wodę, żeby łatwiej im się żyło.

W pewnej chwili zatrzymaliśmy się na środku drogi, a Mandila poinformował nas, że stąd pójdziemy pieszo. Do domu naszej rodziny nie można dojechać samochodem, można tylko dojść wąską ścieżką. Wyszły po nas dzieci, które pomagają nam nieść bagaże. Dochodzimy do naszego obejścia. Na niedużym terenie znajduje się 6 małych, jednopokojowych domków: 2 tradycyjne, okrągłe – to dom babci i dziadka oraz jadalnia, cztery kwadratowe są z cegły. Jest też kuchnia – także wielkości jednego niedużego pokoju. Budynek zrobiony jest z drewnianych belek, pomiędzy którymi częściowo są poukładane cegły. Za toaletę robi murowany domek bez drzwi, ale z korytarzykiem. W środku z cegieł zrobiony jest kwadratowy kibelek. Jest nawet papier toaletowy.

Witamy się z naszymi gospodarzami. Dziadek jest jeszcze w polu. W słomianych koszach kury znoszą jaja. Teraz większość biega po podwórku. Nasza rodzina ma też kozy, które przyprowadzimy zza domu i zamknęliśmy w zagrodzie. Babcia z dziadkiem mają dwie niezamężne córki, które pracują w innym mieście, a ich dziećmi zajmuje się babcia, oraz syna, który pracuje w Manzini. Jego 30-letnia żona Precious pomaga babci w obejściu. Precious z mężem mają dwóch synków: dwu- i czteroletniego. W sumie jest tu kilkanaścioro dzieci: najmłodsze ma  dwa lata, najstarsze, które poznamy wieczorem, chodzą do liceum. Nasz przewodnik zostawia nas z rodziną, teraz to mówiący po angielsku Precious i Sandile zajmą się nami.

Sandile to wesoły dwunastolatek, dla którego nasz wspólny dzień jest chyba równie dużym przeżyciem, co dla nas. Pokazuje nam obejście i tłumaczy zwyczaje. Najpierw przyprowadzamy kozy zza domu do zagrody. Potem pokazuje nam jak z trawy powstają przepiękne pudełeczka czy podkładki na gorące garnki. Przy okazji pokazuje mi kilka wyrobów babci, kiedy okazuję zainteresowanie na macie lądują różne wyroby. Kupuję kilka, żeby wesprzeć rodzinę. Poza tym mam ładne prezenty i pewność, że nie powstały w Chinach.

Kiedy pójdziemy po drewno dziewczynki przenoszą mi trawę, żebym mogła poćwiczyć. Przypomina mi to plecenie warkocza. Tylko początek i zakończenie są trudniejsze. Tak dobrze mi idzie, że Sandile bije mi brawo. Tymczasem Ian i Precious układają przygotowane gałęzie. Ja też szykuję się żeby pomóc. Tymczasem Precious układa sobie specjalnie przygotowany szal na głowie i wkłada na nią zawiązane drewno. Szal jest po to, żeby się nie zraniła. Jestem w szoku, bo byłam przekonana, że będziemy to nieśli we trójkę, a ona sama włożyła to na głowę. Gałęzie są grubości mojej ręki i niekiedy dłuższe ode mnie. Jest ich z 10.

Potem zaprosili nas do kuchni. W garnkach coś się gotuje, przy ogniu stawiają białą kukurydzę. Częstują mnie i Iana, chcę się z nimi podzielić, ale mówią, żebym zjadła, oni zaraz sobie upieką. Potem jak widzę jak skubią ziarenka i podają sobie z rąk do rąk, jeszcze bardziej mi głupio, że ja zatopiłam zęby w swojej. Ian na szczęście zrobił tak jak ja. Precious kroi warzywa, a ja z rzadka robię zdjęcia.

Nie chcę ich speszyć, poza tym wolę być gościem niż turystą. Dzieciaki śpiewają, starsze podrygują, młodsze tańczą. Precious wsypuje warzywa do garnka, pytam co za mięsko się tam gotuje. – Łby kur – odpowiada. Do kolacji byłam zestresowana, że będę musiała jeść kurze łby. Dzieciaki dalej śpiewają. Najśmieszniejszy jest czteroletni grubasek, który zamiast majtek ma przepasaną w pasie skórkę. Cały czas śpiewa i tańczy. Nawet przy kolacji będzie tańczył.

Sandile i jego siostry pokazują nam tradycyjne tańce Suazi. Chętnie porobiłabym zdjęcia, ale ich to peszy, więc cieszę się przedstawieniem. Najśmieszniej jest jak Sandile pokazuje nam jak tańczą dorosłe kobiety. Niezły jest, czasem też rapuje. Myślę, że w przyszłości chciałby zostać właśnie raperem. Jak bardzo się myliłam dowiem się następnego dnia w szkole.

Nadchodzi pora kolacji. Idziemy umyć ręce. Sandile polewa nam gorącą wodę z czajnika, bierzemy mydło i spłukujemy. Potem ściągamy buty i wchodzimy do okrągłej lepianki, która robi za jadalnię. Kobiety siadają z lewej strony od wejścia, mężczyźni po prawej stronie. Siadamy na matach. Jedzenie podane jest na środku. W tym pomieszczeniu nie ma elektryczności, więc kolację jemy przy świecach. Naśladuję Precious, sunę na kolanach nałożyć sobie kolację. Nakładam znaną już putu pap, czyli białą kaszę zrobioną z kukurydzy, ugotowany szpinak, papkę z dyni i kurczaka. Mięso było strasznie twarde. Jedliśmy rękami, a dokładniej mówiąc jedną rękę. Także wyskubanie kawałka mięsa z udka było momentami trudne. Podczas kolacji rozmawiałam z Precoious. Ona chciałaby zostać aktorką, ale jej mąż jest przeciwny. Odwiedza ją co miesiąc, a ona jeździ do niego na pozostałe trzy weekendy w miesiącu. Mają własny domek. Ich dzieci mieszkają z babcią, to ona się nimi zajmuje.

Babcia jest wspaniała. Miła i uśmiechnięta. Na plecach dźwiga zawiniętego w chustę dzieciaczka. Podczas kolacji siedzi z najmniejszymi i pilnuje, żeby ładnie jedli. Mimo, że nie zna angielskiego próbuje się ze mną porozumieć. Jest wspaniała.

Nadeszła pora spania. Dostałam na noc kwadratowy, mały budyneczek z cegły. Jak się później dowiedziałam, oni nadal śpią na matach. Ja dostałam łóżeczko. W moim pokoju był też prąd, więc mogłam zapalić światło i podładować baterie do aparatu. Miałam też telewizor. W pokoju było strasznie zimno i zastanawiałam się, w którym swetrze mam spać, aż zobaczyłam, że mam do przykrycia dwa bardzo grube, miłe i ciepłe koce. Mogłam spać w lekkiej pidżamce. Rano Precious przyniosła mi w misce wodę do umycia się i mydełko.

Precious wieczorem zapytała mnie, co zazwyczaj jem i chciałabym dostać na śniadanie. Odpowiedziałam, że chciałabym dostać, to co oni zazwyczaj jedzą. Rano podali nam putu pap z cukrem. Na środku jadalni stała przykryta chusteczką miska, z której mogliśmy sobie nałożyć. Towarzyszył nam tylko Sandile. Po chwili dołączyła do nas także babcia. Żałowałam, że nie mogłam z nią porozmawiać, cały czas się ciepło do mnie uśmiechała i wyściskała mnie.

Nasze gospodarstwo leży na bardzo malowniczym terenie. Tu jest po prostu przepięknie.

Przed wyjściem do szkoły zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie. Żałowałam, że licealiści wyszli już do szkoły. Dojście do liceum zajmuje im ok. 45 minut do godziny. Szkoła podstawowa oddalona jest o ok. pół godziny spacerem. Dziewczynki w zielono ciemnych mundurkach, chłopcy w spodniach i koszulach khaki. Wspólnie z dziećmi wyruszyliśmy do szkoły. Dziewczynki położyły na głowie nasze bagaże i tak niosły je przez pół godziny.

Tu co krok jest kościół katolicki lub protestancki.

Co roku jest święto  podczas którego dziewczynki z całego kraju zjeżdżają i tańczą przed królem. Precious i jej podobni wierzą, że król wybiera sobie wtedy nową żonę, nasz przewodnik uważa, że to zabobony nie mające nic wspólnego z prawdą.

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.