W świecie ptaków

W sekcji dla ptaków każdy dzień był do siebie podobny. Na ogół rozpoczynało się od sprzątania klatek. Trzeba pozbierać gówienka, wyczyścić szmatką z wodą te, co spadły na drzewa, pograbić albo zmienić ściółkę, zamieść piasek (jeśli jest) uprzątając z niego kawałki jedzenia oraz zmienić wodę. Kiedy pierwszego dnia sprzątałam klatkę ptaszków, moje poczynania śledziła biała papuga z klatki obok. Nie tylko chodziła po dzielącej nas kracie tak, że niemal cały czas byłyśmy obok siebie, czasem odwracała się do góry nogami i co chwila mówiła zmieniając głos „hello”. Było to przeurocze. Za każdym razem, kiedy sprzątałam tą klatkę, ona gadała „hello” i za chwilę znowu „hello”. Któregoś razu próbowałam nauczyć ją „cześć”. Niestety chyba mi się nie udało (muszę dodać, że nie miałam na to zbyt wiele czasu), aczkolwiek tego dnia w pewnym momencie stanęła i zaczęła ruszać językiem na wszystkie strony, a potem wydała jakiś dźwięk – może to było „cześć” w jej wykonaniu. Kto to może wiedzieć:)

Sandy (opiekunka ptaków) jest bardzo miła i serdeczna. Cieszę się, że na nią trafiłam pierwszego dnia, bo dokładnie mi wyjaśniła, co mam robić. W jednej z klatek musiałam wymienić ściółkę i jak zobaczyła jak dokładnie ją wyczyściłam, to śmiała się, że jeszcze nigdy nie było tam tak czysto. No cóż wspominała, żebym była dokładna, bo ptaki lubią wziąć coś z ziemi i potem chorują. W klatkach dla ptaków ściółkę zmienia się średnio raz na 10 dni. Raz mieliśmy ogólne porządki, bo miał padać deszcz.

Innym z moich zadań było nakarmienie emu, czyli włożenie już przygotowanych, pokrojonych w kostki warzywek i owoców do takich 3 pojemników stojących na otwartej przestrzeni, po której chodziły sobie dwa emu. Kiedyś jeszcze dobrze nie doszłam, a jedno już były przy mnie i jadło mi niemal z ręki. Jedno było takie śmieszne sprawdzało, co dostało, tzn. brało w dziób kawałek jakiegoś owoca i wypluwało, aż trafiło na coś, co mu smakowało:)

Innym razem karmiłam takie dwa ptaszki podobne do sów. No cóż nie jestem wielką wielbicielką ptaków, więc mam nadzieję, że wybaczycie mi, że zapomniałam, jaki był to ptaszek. W każdym razie miałam w miseczce takie małe muszki i musiałam tak z boku pokazywać ptaszkowi i on otwierał dzióbek i mu wkładałam muszkę. Drugi biedaczek nie miał oczka, więc musiałam być ostrożna.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.