Wielkie hiszpańskie wesele

Dla mnie to było jak wielka gala z występami artystów na koniu, w kuli, pokazami filmowymi i występem flamenco.

Po mszy wszyscy goście zebrali się pod restauracją oczekując Państwa Młodych. Na zewnątrz było cieplusio, można było chodzić z krótkim rękawkiem. Kelnerzy serwowali napoje i przekąski. Kiedy młodzi przyjechali rozpoczęły się przygotowane dla nich niespodzianki. Pierwszą był pokaz na koniu. Coś wspaniałego, jak koń maszerował, tańczył, podnosił nogi, a nawet usiadł. Majstersztyk.

Niespodziankom nie było końca. Jak tylko weszliśmy do sali, na ekranach pojawił się filmik ze starymi zdjęciami Adriana i Mª José. Była to opowieść o ich przeznaczeniu. W międzyczasie kelnerzy serwowali dania na ciepło. Następnie mogliśmy obejrzeć śmieszną kreskówką o tym jak Mª José i Adrian się poznali. Spiknął ich ze sobą kolega Mª José, która poprosiła go o pomoc. Ten dał jej namiar na Adriana. Oboje byli przekonani, że są paskudni i jak po wymianie korespondencji na chacie zdecydowali się wysłać sobie zdjęcia, to szczęki im opadły (w kreskówce dosłownie Adrianowi opada szczęka, a Mª José zaczyna ćwierkać i pojawiają się na około głowy serduszka). Pierwsze spotkanie nie wypadło pomyślnie i Amor musiał się nieźle natrudzić. Ciągle coś stawało mu an przeszkodzie. W końcu podjął się misji niczym James Bond (z odpowiednią muzyczką w tle) i rakietą z namierzaniem celu wystrzelił strzałę, która w końcu trafiła moich przyjaciół:).

Potem dziewczyna tańczyła w kuli, z której wydostał ją chłopak. Następnie razem tańczyli na szarfach. Coś przepięknego.  Niespodziankom nie było końca. Te opisane były od rodziców dla Młodych, ale Mª José miała także coś dla Adriana. Szybciutkie wyjaśnienie: rodzina Adriana pochodzi z Andaluzji – ojczyzny tańca flamenco. Przez ostatnie 3 lata Mª José przygotowywała pokaz flamenco. Zmieniła ślubne obuwie na specjalne czerwone buty do flamenco, zdjęła ta ciągnącą się część sukni ślubnej, resztę zakasała, żeby było widać nogi i wraz z grupą dziewczyn przystąpiła do pokazu. Coś wspaniałego. Adrian po pokazie wbiegł na scenę pocałować swoją żonę, a jej siostra płakała ze wzruszenia przez pół występu. Następnie mogliśmy obejrzeć teledysk jaki Mª José nagrała dla Adriana.

W końcu ok. 2 nad ranem Młoda Para zatańczyła pierwszy taniec. Jeśli chodzi o typowe dla Polski zabawy, to była tylko jedna: goście krzyczeli, żeby Młodzi się pocałowali i liczyli jak długo trwał pocałunek. Na weselu nie było wódki, tylko wino i opcjonalnie piwo i napoje bezalkoholowe.

Stół Młodych i rodziców był na początku sali, wzdłuż której w czterech równoległych rzędach ustawione były okrągłe stoły, przy których siedzieli goście. My siedzieliśmy w pierwszym rzędzie, tuż przy Młodej Parze.

Najpierw podano Okonia, potem mięsko, sorbet cytrynowy oraz ciasto w takich święcących kopułach zrobionych z białej czekolady.

Kiedy wjechał tort młodzi kroili go szablą:)

Ok. 4 nad ranem goście, którzy wytrwali przesiedli się do limobusa i kontynuowali imprezę. Ostatni skończyli podobno o 8 rano.

W Hiszpanii panuje zwyczaj dawania  gościom upominków. Tak więc każdy z nas dostał coś drobnego. Panowie małe alkohole, panie – broszki, a dzieciaki słodycze.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.