Wycieczka na lokalny targ

Myślałam, że kupię jakieś pamiątki, prezenty, ale targ stworzony był z myślą o miejscowych, a nie o turystach.

Dzisiaj miałam tylko „wykąpać wycieraczki”. W trzech punktach w ośrodku mamy wycieraczki, na które lejemy wodę zmieszaną ze specjalnym proszkiem. Turyści wchodząc przez trzy główne wejścia muszę przez nie przejść. Także samochody wjeżdżające do ośrodka muszą  przejechać przez dołek wypełniony wodą z tym proszkiem. Chodzi o to, żeby nie wnosili i nie wwozili do ośrodka zarazków. Podczas porannego sprzątania trafiła mi się zagroda dla wilków. Zawsze mnie to cieszy, bo jest to sposób na przywitanie się z nimi, najbardziej lubią jak je głaszczę w pupki, jak mój pies. Chyba zostanę zawodowym głaskaczem.

Także Allegra przyszła do mnie dzisiaj na pieszczoszki. Wyprzytulałam też Jacka i Amy jak skończyłam sprzątanie u nich. Max akurat spał, więc przyjdę się z nim przywitać potem.

Potem pojechaliśmy na lokalny targ. Nie mogłam się doczekać. Wyobrażałam sobie stoiska pełne domowej roboty koszyczków, masek i takich rzeczy. Tym czasem takich stoisk prawie nie było. Jedyne co to można było kupić różnego rodzaju wycinanki do domu. Poza tym były stanowiska z owocami, ubrankami dla lalek, starymi płytami winylowymi, książkami. Raczej taki targ staroci. Były też stoiska z jedzonkiem.

Patronem medialnym projektu jest  National Geographic Traveler. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.