Wypoczynek na lamparta

Ci, co mnie znają, wiedzą, że kocham wspinać się na drzewa niczym lampart czy małpeczka. Kiedy staliśmy na kolejnym punkcie widokowym, odkryłam przepiękne, pełne powyginanych drzew miejsce, gdzie mogłam odpocząć kładąc się na drzewie.

Po wspaniałym spacerze, czekały nas godziny jazdy samochodem z krótkimi postojami na punktach widokowych. Nie jest to moja ulubiona metoda zwiedzania, ale czasem trzeba się przemieszczać na długich trasach:). Jeśli krajobrazy za oknem są zachwycające, jestem w stanie przetrwać taką jazdę, natomiast, kiedy za oknem jest mało ciekawie, zaczyna mi się nudzić. Na szczęście mój przezabawny przewodnik Xolani opowiadał śmieszne historie o turystach i z własnego życia.

Xolani pochodził z ludu Xhosa, tak więc jego pierwszym językiem był xhosa, który spośród innych języków bantu wyróżnia mlaskanie. Musiałam to usłyszeć na własne uszy. I tak Xolani opowiadał mi coś w swoim języku, a ja bacznie się przysłuchiwałam tym wszystkim mlaskom i dziwnym dźwiękom, których nawet nie próbowałam powtórzyć. Ale muszę przyznać, że byłam zauroczona.

I tak dotarliśmy do położonej 30 km na wschód od Knysny, zacisznej miejscowości, obecnie zwanej Plett. Plettenberg Bay zaciszna jest przez 11 miesięcy w roku, bowiem w grudniu zjeżdżają tu turyści z całego kraju i robi się głośno i ciasno. Wybrzeże ma 12 km białych plaż. Największą  jest Robberg. My zatrzymujemy się na punkcie widokowym, z którego widać główną plażę (Central Beach)  i położony przy niej hotel Beacon Isle, który jest swoistą wizytówką Plett. Potem jedziemy jeszcze na inny punkt widokowy, gdzie zrobiono ławkę w kształcie płetwy wieloryba. Można na niej usiąść i podziwiać widoki. Moją uwagę przyciąga coś innego – jakby drzwi zrobione z drzew. Xolani wyjaśnia mi, że to przejście dla rybaków, do miejsca, w którym łowią tasergale, prażmy i zmiatacze afrykańskie. Na początku chcę sobie tam tylko zrobić zdjęcie. Idę w dół małą ścieżką w stronę zarośli. Okazuje się, że za „wejściem” zrobiło się jeszcze ciekawiej. Zobaczyłam kilka powyginanych drzew i od razu zaczęłam się po nich wspinać. Uwielbiam takie drzewa. Xolani miał niezły ubaw ze mnie, kiedy położyłam się na grubej gałęzi niczym lampart, albo usiadłam na innej jak w fotelu, żeby popijać herbatkę. Najchętniej zostałabym tam na dłużej, albo miała takie miejsce koło domu, żebym mogła chodzić w lecie, siadać na drzewie i czytać książki. Kocham takie miejsca, w których mogę się tak zjednoczyć z naturą.

Podobno można tu zobaczyć foki, delfiny, a wiosną wieloryby. My niestety nie mamy tyle szczęścia. Natomiast podziwiamy piękne, często ze  sobą kontrastujące widoki: zaciszne zatoczki i wzburzone morze. Przed nami rozpościerają się także wspaniałe klify, w niektórych miejscach ich długość dochodzi do 148 cm. 

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.