Wypuszczenie lamparta na wolność

Jedną z najpiękniejszych chwil podczas wolontariatu jest wypuszczenie dzikiego zwierzęcia na wolność. Znowu miałam okazję to przeżyć, ty, razem wypuściliśmy lamparta.

W zeszłym roku wypuściliśmy złapanego przez farmera dzikiego karakala. Jedno życie uratowane. W tym roku kolejne szczęście- tym razem będzie to lampart. Ale ta operacja była bardziej skomplikowana. Karakala bowiem przewieźliśmy z farmy i już następnego dnia mogliśmy go wypuścić, więc biedak spędził noc w małej klatce. Z lampartem było trochę inaczej. Jego „wina” podobnie jak karakala polegała na tym, że zabił impalę jednemu z farmerów i ten go złapał. I tak dobrze, że go nie zabił, tylko zadzwonił do Moholoholo. Po trzech- czterech miesiącach spędzonych w ośrodku, lampart był gotowy do wypuszczenia. Jak mi wytłumaczył Cody, który zajmował się wolontariuszami, Brianowi (właścicielowi ośrodka) chodziło o to, by lampart nie wrócił na farmę i nie zaczął z powrotem zabijać zwierząt, bo to mogło się źle dla niego skończyć. Tak więc kilka miesięcy biedak spędził w ośrodku. Żeby go przetransportować, musieliśmy go najpierw uśpić. Wynieśliśmy go na zewnątrz. Żeby nie oślepł, wpuściłam mu specjalną maść do oczek. Po zbadaniu, że jest wszystko ok, zanieśliśmy go do przygotowanej klatki, która stała już na pace samochodu.

Zbiegiem okoliczności pojechaliśmy w to samo miejsce, co ostatnio z karakalem. Ale wypuszczanie tego mogliśmy obserwować z bliska. W przypadku lamparta mieliśmy siedzieć bezpiecznie w samochodzie. Zajęłam strategiczne miejsce przy oknie, żebym mogła filmować całe wydarzenie. Specjalną linę zaczepiliśmy na rączce od klatki, tak, żeby móc ją otworzyć z auta….. poszła w górę, czekamy i nic. Lampart ani myśli wychodzić. Brian trąbnął na niego, więc ten nie śpiesznie wyszedł sobie i truchcikiem z gracją pobiegł do lasu. Piękne stworzenie. Lamparty dla mnie są najpiękniejszymi kotami i bardzo je kocham i cieszę się, że ten niunio będzie mógł dalej żyć na wolności.

My zaś pojechaliśmy do byłego „domu” Briana po raz kolejny wysłuchać opowieści jak kiedyś żyli w dziczy wśród zwierząt. W tej malowniczej scenerii zjedliśmy lunch i pojechaliśmy dalej. Po drodze natknęliśmy się na stado bawołów.

Po drodze zauważyliśmy na niebie chmarę sępów. To nas zaintrygowało. Najpierw Brian z Codym poszli zobaczyć, co takiego przyciągnęło sępy, a potem chętni mogli pójść zobaczyć martwe bawoły. Było to dosyć niebezpieczne, bowiem w miejscu tym żyje mnóstwo dzikich zwierząt na które mogliśmy się natknąć podczas naszego spaceru. I chyba właśnie to mnie bardziej intrygowało niż martwe bawoły, biedaczki.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.