Wypuszczenie na wolność karakala

Miałam szczęście, że mogłam uczestniczyć w wypuszczeniu karakala. To niesamowite uczucie zwrócić zwierzęciu wolność.

Moholoholo nie tylko daje schronienie zwierzętom, które nie mają szans przetrwać na wolności, ale także dba o to, żeby te wolne nie zostały zastrzelone przez rolników. Pracownicy centrum kształcą farmerów, żeby Ci zamiast zabijać np. dzikie koty, które zapolowały na należące do nich zwierzęta, łapali je. Następnie wystarczy telefon do Moholoholo i pracownik przyjedzie po drapieżnika, a po znalezieniu mu nowego domu w jednym z rezerwatów, wypuści go na wolność. W RPA bowiem nie można tak sobie wypuścić dzikiego zwierzęcia. Potrzebna jest na to zgoda władz rezerwatu.

Akurat sprzątałam, kiedy Jan zawołał mnie, że jedziemy po karakala. Jakiś farmer go złapał, po tym jak zwierzę zabiło jego stenboka. Początkowo myślałam, że karakal wpadł w zasadzkę, jest ranny itd., dlatego nie mogłam się doczekać, aż dojedziemy na miejsce. Na szczęście okazało się, że kot jest cały i zdrowy. Przystawiliśmy przenośną klatkę, do tej w którą był złapany, zabezpieczyliśmy jej brzegi, otworzyliśmy drzwi do niej, a następnie do tej, w której był zamknięty karakal. Jak tylko znalazł się w naszej klatce zamknęliśmy drzwi do niej i zanieśliśmy do samochodu. Na szczęście był całkowicie zdrowy, nie miał żadnych zranień czy obrażeń, a to oznaczało, że mogliśmy go wypuścić na wolność. Najpierw jednak musieliśmy znaleźć dla niego miejsce.

Modliłam się, żeby Brianowi udało się jak najszybciej znaleźć nowy dom na wolności dla tego biedaka. Strasznie było mi go szkoda. Zamknięty w takiej małej klatce. Wystraszony. Ależ on musiał się stresować. Na szczęście szybko udało się znaleźć rezerwat, w którym mogliśmy go wypuścić na wolność. Każdy z wolontariuszy, który chciał wziąć w tym udział musiał zapłacić 40 R, jakieś 12 – 13 zł.

Następnego dnia z samego rana pojechaliśmy wypuścić złapanego karakala. Tymczasem Brian przy okazji postanowił urządzić nam podróż sentymentalną. Opowiadał jak ze swoją żoną żyli kiedyś w buszu bez prądu i bieżącej wody, a zamiast telewizora mieli zwierzęta. Historia była super, ale biedny karakal czekał na pace samochodu zamknięty w małej klatce. W dodatku ok. 10 czy 11 rano dali nam jeszcze lunch do zjedzenia. Nawet go nie tknęłam. Poszłam pogadać z niuniem. Chciałam go uspokoić. Już za chwilę miał być znowu wolny.

Brian próbował sam przesunąć jego klatkę na przód paki. Zapytałam czy nie potrzebuje pomocy. Chyba liczył na chłopaka, ale Ci byli zajęci jedzeniem, więc w ostateczności zdecydował się przyjąć moją pomoc. Powiedział mi, żebym, mu pomogła przesunąć klatkę. Zanim ją ponownie złapał, ja już ją przesunęłam. – Silna jesteś – powiedział.  Myślę, że w tej chwili mogłabym górę przenieść, żeby tylko wypuścić tego maluszka. Potem ustawiłam się do nagrania, ale Brian znowu zaczął wygłaszać mowę, więc się odsunęłam, aby inni mogli zrobić zdjęcia. Zanim się zorientowaliśmy Charles otworzył klatkę, a karakal wyskoczył z niej i pognał przed siebie. Nie spodziewałam się, że będzie taki szybki. To był piękny moment. Karakal ten mógł stracić życie, tymczasem będzie cieszył się wolnością. Wspaniała chwila. Serce się raduje.

Innym razem dostaliśmy cynk, że ktoś widział ptaka ze złamanym skrzydłem. Pojechaliśmy, okazało się, że ptak był na czyjejś farmie. Musieliśmy znaleźć właściciela, kiedy w końcu przyjechał, powiedział, że zapomniał kluczy do bramy, ale możemy przez nią przejść. Jego pracownik miał pojechać po klucze. Miał dwa słodkie psy, od razu przeszłam przez bramę i zapytałam czy mogę pobawić się z jego psami, powiedział, że są zabójczo słodkie. Od razu zaczęły się za mną pieścić. Potem ja, Jan i Charles poszliśmy szukać ptaka, a reszta czekała na otwarcie bramy. Znaleźliśmy go, zamknęliśmy do skrzyni i zabraliśmy do kliniki. Okazało się, że nie ma uszkodzonego skrzydła, tylko jest odwodniony, nie wiadomo było dokładnie co mu było. Podaliśmy mu wodę przez rurkę i zostawiliśmy w  klinice na obserwację. Może ktoś go otruł, albo był już stary.

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.