Z drugiej strony wodospadu (Agua Azul i Misol Ha)

W drodze do Agua Azul (błękitna woda) zatrzymała nas policja. Wszyscy musieliśmy wysiąść z busa. Policjanci przeszukali także niektóre bagaże. Jak mi potem powiedział kolega z Meksyku, turyści czasami przewożą narkotyki. Stąd te kontrole na drogach. Swoją drogą opowiadał, że policja, żeby zlikwidować kartele narkotykowe wysłała tajniaków do ich rozpracowania, jak się dowiedzieli ile to przynosi kasy, zamiast je zwalczać, policja zaczęła je kontrolować. Tak słyszałam.

Wracając do wodospadów. Agua Azul (błękitna woda) to kaskada, czyli wodospad, w którym  woda spada z naturalnie stworzonych wapiennych progów wodnych, wpada do błękitnych „stawów”, a następnie do rzeki. Jest to przepiękne, spokojne, kolorowe miejsce w stanie Chiapas, w którym najchętniej spędziłabym cały dzień. Jednak w programie mamy jeszcze kolejny wodospad i ruiny. Trzeba się zbierać.

Misol –ha, wodospad, który spada z 30 m do jeziora (można się w nim kąpać), początkowo mnie rozczarował. Wszystko dlatego, że miał być ładniejszy od Agua Azul. Polecam odwrotną kolejność. Tzn. lepiej najpierw zobaczyć Misol – ha, a dopiero potem pojechać do Agua Azul. Sam wodospad mnie nie zachwycił, na szczęście była możliwość pójścia na spacer z drugiej strony wodospadu. Oczywiście skorzystałam z tej możliwości. Szłam pod nachylonymi skałami, śliską, niekiedy bardzo wąską dróżką wzdłuż wodospadu. Kiedy się na chwilę zatrzymałam dosłownie przede mną była tafla wody, czyli wodospad „od tyłu”. Ta strona Misol- ha wywarła na mnie większe wrażenie. Tym bardziej, że normalnie nie mam możliwości obserwowania wodospadu z takiej perspektywy. Później było nieco trudniej, bo droga się skończyła i trzeba było dawać duże kroki, żeby stanąć na jednym z wystających z wody kamieni. O ile w pierwszą stronę poszło całkiem sprawnie, szłam niemal sama, o tyle jak wracałam zrobił się koreczek i mijanie się na drodze z kamieni było trochę niebezpieczne. Zwłaszcza, że były one bardzo śliskie. Za nimi były schodki, po których trzeba było się wspiąć na górę aż do groty. Chętni (czyli ja:)) mogli wypożyczyć latarkę za 10 pesos i wejść do środka. Tam także szłam po śliskich kamieniach, w dodatku w mroku, na szczęście był ze mną przewodnik, który łapał mnie w krytycznych momentach i jakoś udawało mi się nie wpaść do wody. W środku ze skały wypływał mały wodospad. Sam w sobie nie był jakiś zjawiskowy, ale spacer po grocie to super sprawa. Przy wyjściu zatrzymałam się na moment, żeby jeszcze z tej perspektywy zobaczyć Misol –ha. Prezentował się wspaniale. Było warto:)

Zapraszam też na moją stronę na Facebooku: 
http://www.facebook.com/swiatoczamigoski

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.