Z karakalem na spacerze

Najpierw kilka minut po 7 rano poszliśmy z karakalami na spacer. W ośrodku mamy trzy: Amy, Jacka i Maxa. Mnie trafił się Max, więc byłam przeszczęśliwa. Od razu go polubiłam. Maxio fajowo, grzecznie szedł. Co chwila ocierając się o trawę albo zatrzymując, żebym go pogłaskała lub dała mu buziaka, co oczywiście bardzo mi się podobało. Antonio szedł z Amy, która już nie była taka łatwa „w obsłudze”, czasem się położyła na trawie i odmawiała współpracy, tak, że Poofy, opiekunka zwierząt, musiała ją wołać lub niekiedy wręcz stawiać na nogi, żeby ta się ruszyła. Jack się przy mnie zatrzymał, żeby dać buziaczka, prowadziła go moja współlokatorka Kate, która stwierdziła, że one muszą mnie kochać. I mam nadzieję, że mnie kochają, bo ja je od razu pokochałam. Karakale to niezwykłe zwierzęta, nieco większe od domowego kota (ważą od 7-11 kg i mają 70-110 cm długości). Mają rudawy kolor, przez co są nazywane czerwonymi kotami. Potrafią mruczeć i pchykać.

Ciąża u karakali trwa 75 dni. Na wolności żyją 12 lat, w niewoli do 17 lat.

W ośrodku mamy trzy karakale. Jack, który urodził się 23 września 2009 roku, jest bardziej oswojony niż domowe koty, uwielbia się przymilać. Podobno ładnie też chodzi na spacerki na smyczy i uwielbia odkrywać busz. Jest chudszy od Amy i prawie nie ma włosów na szyi, bo Amy tak go wylizała. Jack został wykastrowany.

Urodzona 4 kwietnia 2010 roku Amy jest niezłą rozrabiarą. Uwielbia wszelkiego rodzaju klapki i inne przedmioty, które może sobie przywłaszczyć. Jak już coś złapie, próbuje to zabić, czyli tarmosi, dopóki przedmiot nie przestanie się ruszać. Najlepszym sposobem na Amy jest zostawienie przedmiotu w spokoju i poczekanie, aż go zabije. Wyrywanie przedmiotu tylko zwiększy jej agresywność, bo będzie myślała, że zdobycz ucieka. Właśnie dlatego podczas interakcji z turystami, Amy na ogół jest zamykana w klatce mieszczącej się w ich klatce. Tylko jak jest rozespana można zaryzykować i wprowadzić turystów bez zamykania Amy.

Tuż po spacerze o 8 , jak zwykle mieliśmy sprzątanie klatek. Dzisiaj nowe zadania wykonywałam z Mieke, miałyśmy posprzątać Lapę, czyli nasz bar, uzupełnić napoje w lodówce, posprzątać sklep i pokój dla wolontariuszy. Potem tradycyjnie spotkanie o 9.30, na którym omawiamy wszystkie ważne sprawy. Następnie Poofy pokazała mi sklep i nauczyła obsługiwać kasę fiskalną. Mogłam tez sobie wybrać jedną koszulkę (kiedy przychodzą do nas turyści na zwiedzanie ośrodka, musimy nosić firmowe koszulki).

O 11 miałam kolejny spacerek, tym razem z Orionem. Najpierw trzeba go wynieść z klateczki, ze względu na gepardy. Potem już można z nim spacerować przed lapa, lub wejść do środka. Pocałował mnie. On jest taki śmieszny, bo najpierw daje buziaka, a potem podgryza, ale tak delikatnie, słodziak jeden. Potem siedziałyśmy z Mieke z nim w Lapie i się bawiłyśmy. Na lunch mieliśmy pyszne mięsko z sosikiem i jeszcze pyszniejsze placki z dyni.

Po lunchu miałam być cieniem Mieke, która miała być przewodnikiem, ale turyści się nie pojawili, więc wykorzystałyśmy ten czas na zabawę ze zwierzętami. Najpierw poszłyśmy do wilków. Teraz już mam pewność, że mnie zaakceptowały, bo przybiegły do mnie, zaczepiały mnie łapkami, żebym je głaskała i dawały buziaczki. Shakirze najbardziej się podobało jak ją głaskałam w pupcię, tak jak kiedyś mojego psa. Potem poszłyśmy na chwilę do Zorro i Pardus, ale te akurat spały. Zajrzałam jeszcze do surykatek. Mario od razu przyszedł się do mnie popieścić. I tak zeszło do karmienia. Dzisiaj małe karmienie, czyli tylko dla serwali i karakali. Trafił mi się mój ulubieniec dwuletni Max, który jest najmłodszy z całej trójki. Wychowywał się z Pardus, więc początkowo uważał się za lamparta i kiedy został przeniesiony do Amy i Jacka, nie wiedział jak się zachować wśród karakali. Z czasem się aklimatyzował, ale parę zwyczajów mu zostało. Tak więc Maksa przed karmieniem zamyka się w małej klatece. Po czym jak Amy i Jack dostaną swoje porcje, jedna osoba, w tym przypadku ja, wchodzi do Maksa, otwiera drzwiczki i rzuca lub podaje mu kawałek kurczaka. Max na ogół rzuca się na jedzenie, już jak otwiera się klatkę to wystawia łapki, często z pazurkami, by chwycić mięsko.

Więcej zdjęć na mojej stronie na FB: www.facebook.com/swiatoczamigoski

Patronem medialnym projektu jest  National Geographic Traveler. 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.