Zaklinaczka zwierząt

- Gośka, ty jesteś zaklinaczką zwierząt – powiedziała do mnie pełna podziwu Kate, a wszystko zaczęło się od spaceru z karakalami.

Na porannym spotkaniu May (opiekunka zwierząt) zapytała kto chciałby pójść z karakalami na spacer. Nie chciałam się wyrywać , bo już byłam, ale ponieważ nie widziałam lasu rąk, powiedziałam, że ja zawsze chętnie. Znowu w przydziale dostałam mojego kochanego Maksia. Ten miał dzisiaj ochotę pobiegać i ledwo nałożyłam mu smyczkę i wyprowadziłam z klatki, wrzucił 4 bieg. Tym razem nawet nie zaczekał na swoich współlokatorów Amy i Jacka.

Oczywiście nie zabrakło pieszczoszek. Maksiunio ocierał się główką o moją buzię i dawał buziaczki. Zastanawiam się czy to ja sobie tak dobrze z nim radzę na spacerku, czy on po prostu najlepiej z całej trójki chodzi na smyczy. Maksio uwielbia być liderem, więc jak tylko ktoś nas wyprzedził, ten przyspieszał, żeby być na początku. Z drugiej strony jak już się za bardzo oddaliliśmy od wszystkich, to na ogół patrzył co się z nimi dzieje, a jak dojrzał Amy czy Jacka to zawracaliśmy. Ponieważ jednak tamci nie bardzo mieli ochotę za nami iść, pod koniec spaceru poszliśmy we dwójkę w stronę bramy z naszej łąki w kierunku ich klatki. W teorii mamy chodzić, tu gdzie one nas prowadzą. W praktyce Max chodzi tu, gdzie ja chcę. Czasem zawieramy kompromisy i idziemy na ukos, ale kąt pod którym skręciliśmy w stosunku do „mojej drogi” robi się coraz mniejszy, tak, że i tak w końcu idziemy tak jak to planowałam. Jeśli czuję zbyt duży opór kucam i Maksio przychodzi dawać buziaczki, a po porcji pieszczot zapomina, gdzie chciał iść i podąża tu, gdzie go prowadzę. Blisko klatek spotkaliśmy May, chciałam się upewnić, czy mam go zaprowadzić do klatki czy poczekać na innych. Kiedy Maks już był z powrotem u siebie, spotkałam Gartha z Jackiem, który odmówił posłuszeństwa. Wzięłam od niego smycz i zaprowadziłam go bez żadnego sprzeciwu do klatki.

May powiedziała, że poradzi sobie z Amy, a ja mam posprzątać z innymi u serwali. Kiedy skończyłam Kate stała nad leżącą Amy, a ta nawet nie myślała o tym, żeby się ruszyć. Wzięłam smycz od Kate pochyliłam się, rękę położyłam na boku Amy i lekko ją dotykając, niemal głaszcząc, mówiłam: „Chodź Amy, idziemy do domu, dawaj maleńka, grzeczna Amy, kochana, idziemy” itd. A Amy razem ze mną szła grzecznie do klatki i weszła do niej bez żadnego protestu. Kate, które męczyła się z nią od jakiegoś czasu pełna zachwytu powiedziała „Gośka jesteś zaklinaczką zwierząt”.  Potem jeszcze wielokrotnie słyszałam od personelu czy innych wolontariuszy, że mam dobrą rękę do zwierząt, że zwierzęta się mnie słuchają i że mnie kochają. Ja je też pokochała. Wszystkie bez wyjątku.

 

Patronem medialnym projektu jest  National Geographic Traveler. 

2 Komentarze

  1. i dlatego Cię słuchają bo wiedzą że je lubisz i mówisz do nich od serca, zwierzę czuje wszystko, i wszystko rozumie, wie jak się chce dla niego dobrze

  2. nie mam az takich doswiadczen jak Gosia, ale zauwazylam, ze zwierze lubi jak ktos jest kulturalny, spokojny,cieply…..prosze, przepraszam — obowiazuje nie tylko do ludzi.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.