Zapisana w historii ośrodka

Pożegnania są zazwyczaj ciężkie. Właściwie to pożegnania są piękne – czasem to najfajniejszy dzień, bo nie trzeba pracować i można cały czas spędzić ze zwierzętami. Ciężko robi się po wyjedzie.

Ostatniego dnia wolontariatu w Moholoholo nie musiałam nic robić, ale nie miałam też zbyt wiele czasu, bo zaraz po śniadaniu mieliśmy wyruszyć na lotnisko. Przeszłam się po ośrodku, pożegnałam ze zwierzakami. Najbardziej będę tęskniła za moimi ukochanymi Delailą i Faganem, które niemal zawsze na mój widok przychodziły do ogrodzenia, żebym mogła je pogłaskać. Miały takie mięciutkie futerka i były wielkimi pieszczochami – przynajmniej w stosunku do mnie, bo nie do każdego przychodziły. Żałuję, że nie mogliśmy do nich wchodzić. Potem się pożegnałam z moich ulubieńcem Guinnessikiem. Powiedziałam do widzenia Hammy i Stuffelowi. Atheny nie widziałam, za to udało nam się zrobić zdjęcia jej dziecka. Gerald dał się pogłaskać na pożegnanie, Oliwię też pomiziałam.

Pracownicy ośrodka szybko zapominają imiona wolontariuszy i śmiałam się do Jana, że moje musi zapamiętać przez co najmniej 2 lata. Oczywiście trzeba było mu w tym jakoś pomóc. Kiedy potwierdziły się nasze przypuszczenia, że Athena ma dziecko, powiedziałam mu, żeby nazwał je moim imieniem. Na to Jan „Dobrze, to będzie Gocza”. On do końca mojego pobytu nie mógł się nauczyć poprawnie wymawiać GośkaJ. Potem oczywiście wszyscy chcieli, żeby mały miodożer nosił ich imię.

W Cheetah Experience wolontariusze przyjeżdżali raz w tygodniu, tutaj czasem codziennie. Jedni na tydzień, drudzy na 10 tygodni. Ciągle ktoś wyjeżdżał, ktoś przyjeżdżał. Kiedy przyjechałam grupa składała się z bardzo młodych osób, w dniu wyjazdu większość stanowili seniorzy. To niesamowite jak zmieniła się dynamika grupy w tym czasie.

Poza wspaniałymi doświadczeniami jakimi było karmienie nosorożca, żyrafy czy zabawy z miodożerem, poznałam ludzi, którzy na zawsze pozostaną moimi przyjaciółmi. Szczególnie dwie osoby stały się bliskie mojemu sercu. Jedną z nich jest Ellie, z którą podczas jej tygodniowego pobytu zdążyłam się bardzo zaprzyjaźnić. Smutno mi było jak wyjechała, bo była dla mnie jak najlepsza przyjaciółka i na pewno pozostaniemy w kontakcie, podobnie jak nadal mailuje z wieloma osobami, które poznałam na poprzednich wolontariatach i to jest piękne.:)

Patronem medialnym projektu jest National Geographic Traveler.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.