Żarliwa modlitwa, hymn Suazi, czyli wzruszające odwiedziny w szkole

Po śniadaniu i pamiątkowym zdjęciu wyruszyliśmy z połową rodziny do szkoły podstawowej kaLaMgabhi. Na początku szliśmy wąską dróżką, potem wyszliśmy na szerszą kamienną drogę. W sumie szliśmy ok. 25 minut. Te dzieci codziennie pokonują tę drogę, niezależnie od tego czy smaży słońce czy leje deszcz.

10 – letnia dziewczynka wzięła na głowę torbę Iana i tak ją niosła niemal przez całą drogę. Dla mnie to fenomen. Zapytałam Precious jak one to robią, nadal byłam pod wrażeniem jak wczoraj niosła ok. 10 długich gałęzi na głowie. Powiedziała mi, że od małego dziewczynki wkładają sobie na głowę drobne przedmioty i starają się z nimi chodzić, potem coraz większe, aż staje się to dla nich tak naturalne, że mogą kręcić głową, czasem tylko przytrzymując ręką.

Dzieci ubrane są w mundurki szkolne: dziewczynki w żółte bluzeczki i zielone spódniczki i sweterki, chłopcy w koszulki i spodnie beżowe, niektórzy mają na sobie tez zielone swetry.

Każde dziecko niesie do szkoły kawałek drewna. W szkole bowiem dostają obiad, ale drewno na opał przynoszą same.

W końcu docieramy na miejsce. Budynki szkolne stały w kształcie litery U. Wszystkie dzieci zbierają się na placu między budynkami. Stają w szeregu w kilku rzędach. Apel szkolny zaczyna się od piosenek, potem się modlą. Niektóre zamknęły oczy i żarliwie wypowiadały słowa modlitwy, to było coś niesamowitego. Potem zaśpiewały hymn Suazi i podrygiwały.

Normalnie zaniosłyby drewno na ognisko i rozeszły się do klas, ale dzisiaj mieli gości. Poproszono nas o wygłoszenie mowy. Zaszczyt ten oddałam Ianowi i to była bardzo dobre decyzja. Ian bowiem wygłosił mowę na miarę Prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Jak się dowiedziałam od dyrektora jednej klasie jest średnio 45 uczniów, ale jest i taka w której jest 55. Na każdym poziomie są dwie klasy od 1-7. W szkole uczy 18 nauczycieli.

Jak bardzo różni się ta szkoła, od tej którą odwiedziłam kilka dni temu.

1 Komentarz

  1. Po przeczytaniu tekstu i obejrzeniu ciekawych zdjęć nasuwa się wniosek: zmysł równowagi ćwiczy się w tym kraju od pierszych dni życia :)) . A przynoszenie do szkoły drewna na opał uważam za genialne posunięcie, uczące odpwiedzialności i poczucia oboiązku.Choć, jak rozumiem, zwyczaj ten jest podyktowany potrzebą…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.